Strona główna
  O nas
  Ratownictwo lotnicze
  nowości
  Aktualności
  struktura
  Problemy ratownictwa lotniczego
  sprzęt
  SAR
  LPR
  historia
  Inne
  Emergency phone
  Braliśmy udział
  Galeria
  Sponsorzy
  Linki
  Kontakt
Co myślisz
o ratownictwie lotniczym ?
:: nie potrzebne
:: potrzebne
:: bardzo potrzebne
:: zbyteczne
:: nie mam zdania

Pokaż artykuły w tej kategorii

Piloci o akcji ratunkowej na Nanga Parbat

Piloci o akcji ratunkowej na Nanga Parbat

Na Nanga Parbat lecą śmigłowce po Tomasza Mackiewicza i Elisabeth Revol. Na pokładzie jest lekarz, ratownik medyczny Jarosław Botor i himalaiści, którzy znają górę – Adam Bielecki, Denis Urubko, Piotr Tomala. Nie wiadomo na jaką wysokość uda się podlecieć. Wszystko zależy od warunków. Czy helikopter przysiądzie i uda się zeskoczyć, czy trzeba będzie zjechać na linach, albo się wspinać. Z pilotami Wojciechem Wiejakiem i Robertem Hojdysem, którzy biorą udział w akcjach ratowniczych w górach rozmawia Zuzanna Opolska.

Zuzanna Opolska: Dlaczego helikoptery wystartowały dopiero dziś, nie wczoraj?

Wojciech Wiejak: Mamy 21 wiek, ale niestety jesteśmy zależni od warunków pogodowych. Rozpoczęcie akcji ratunkowej w piątek uniemożliwił porywisty wiatr i zapadający zmrok. Nie zapominajmy, że tego typu akcji nie robi się z marszu. One wymagają logistycznego przygotowania, a to trwa.

Robert Hojdys: Himalaje to bardzo wymagające góry, zarówno dla maszyn jaki i dla pilotów. Ze względów bezpieczeństwa akcje prowadzone są tam wyłącznie w ciągu dnia.

Tomek Mackiewicz znajduje się na wysokości 7238 m n. p. m – podobno helikopter tam nie doleci?

WW: Śmigłowce mają problem z lataniem wysoko. Wszystko przez to, że wraz ze wzrostem wysokości maleje ciśnienie atmosferyczne. To powoduje, że maleją siły powstające na powierzchniach aerodynamicznych, spada moc silnika itd. Są śmigłowce, które dolatują na podobne wysokości, ale w tym przypadku na pewno będzie to kombinowana akcja czyli dowiezienie ratowników i dalej per pedes. Będąc w bazie można teoretycznie obliczyć osiągi szacując prognozę pogody, ale to życie weryfikuje, co stanie się na miejscu.
REKLAMA

RH: Wysokość 5000 m to już bardzo dużo dla śmigłowca. Zdarzają się loty śmigłowcami w Himalajach na wysokość nawet do około 7000 m n.p.m. ale to do jakiej wysokości udaje się dolecieć w danych warunkach zależy od bardzo wielu czynników.

Jakie muszą być warunki pogodowe, żeby akcję przeprowadzić?

RH: Problemem dla śmigłowca w takich górach jest silny wiatr, burze śnieżne, mgły i niska podstawa chmur. Im wyżej, tym gorzej dla każdego statku powietrznego, szczególnie dla śmigłowca, który musi działać niekiedy w zawisie. Duża wysokość to, mówiąc kolokwialnie, rzadsze powietrze, a to utrudnia latanie. Spada też z wysokością moc silników. Śmigłowiec musi też gdzieś wylądować. Pierwszy problem to znalezienie dogodnego, wystarczająco dużego miejsca, a drugi - lądowanie wymaga więcej mocy silników niż sam lot.

Jaki typ śmigłowca bierze udział w akcji na Nanga Parbat?

RH: Używa się tam tam zwykle śmigłowców SA 315 Lama. To stare, wysokościowe maszyny jednosilnikowe, "konie robocze", które do dzisiaj są najwyżej dolatującymi na świecie. Powszechne są również nowsze francuskie AS350 Ecureuil. Większych śmigłowców w himalajach do akcji wysokogórskich się nie używa. Im lżejszy śmigłowiec tym więcej można nim w górach zdziałać.

Ile czasu może zająć akcja?

WW: Kluczowe będzie zlokalizowanie poszkodowanych, a to nie jest łatwe. Wszystko zależy od pogody i widzialności. W Karakorum panuje teraz zima, co znacznie utrudnia przeprowadzenie akcji ratunkowej. Mówi się dużym wietrze. To na pewno nie stanie się w ciągu jednego dnia - może się okazać, że w bazie na wysokości 5300 m n. p. m. śmigłowiec po prostu nie wyląduje.

RH: Największym, poza wysokością, problemem jest pogoda. Warunki muszą umożliwiać start śmigłowca, dolot jak najbliżej miejsca prowadzonej akcji i bezpieczny powrót. Ta zmienia się często gwałtownie a podejmowanie ryzyka, nawet dla ratowania ludzkiego życia, to bardzo trudna decyzja.

Tomek Mackiewicz zmaga się chorobą wysokościową, jakie ma szanse na przeżycie drugiej nocy na tej wysokości?

WW: Wiele zależy od indywidualnych cech organizmu. Istotne jest również czy Tomek Mackiewicz i Elisabeth Revol mają coś do picia i do jedzenia, a tego nie wiemy.

W jaki sprzęt wyposażone są zwykle śmigłowce ratunkowe?

RH: Śmigłowce ratownicze np. w naszej firmie wyposażone są bardzo bogato. Można na ich pokładzie znaleźć wszystko, co w karetce pogotowia. Poza zestawem leków i środków opatrunkowych mamy respirator, defibrylator z monitorem czynności życiowych, pompy infuzyjne itp. W Himalajach jednak, ze względu na walkę z każdym kilogramem, śmigłowce ratownicze ogołocone są ze wszystkiego. Stanowią w zasadzie wyłącznie środek transportu w dół.

Poszkodowanych reanimuje się od razu na miejscu?

RH: Latam w firmie zajmującej się ratownictwem medycznym, które w wielu aspektach bardzo różni się od ratownictwa w Himalajach. Najpierw należy przywrócić podstawowe czynności życiowe, ustabilizować je i jak najwięcej zrobić z pacjentem przed jego transportem, bo potem wszelkie czynności medyczne są bardzo trudne do przeprowadzenia, a wręcz niemożliwe do wykonania na pokładzie. Oczywiście im szybciej zabierze się poszkodowanego z terenu zagrożonego, tym lepiej. W wysokich górach samo przebywanie w ekstremalnych warunkach stanowi zagrożenia dla życia.

Dlaczego zdecydowali się latać śmigłowcami ratunkowymi?

RH: Może mało romantycznie to zabrzmi, ale o ile od dziecka zawsze chciałem latać to do ratownictwa, a w szczególności do latania śmigłowcami, trafiłem przypadkiem. Zdarzyła się okazja, zacząłem latać w lotnictwie sanitarnym i tak już zostało do dzisiaj.

Zdarzyły się wam momenty zwątpienia, gdy chcieliście zrezygnować po nieudanej akcji, kogoś nie udało się uratować?

WW: Nigdy nie chciałem zrezygnować, ale mimo wszystko bardzo często analizuję czy mogłem coś zrobić lepiej.

Jakaś akcja zapadła wam szczególnie w pamięć?

RH: Każdy lot jest inny. Można sporo rzeczy przewidzieć, ale sytuacja lubi zaskakiwać, wtedy liczy się doświadczenie i szybkość podejmowania właściwych decyzji. Zawodowo latam od 1995 roku i cały czas jest to ratownictwo medyczne.

WW: Każda akcja jest tak samo ważna i do każdej należy się tak samo przygotować. Działać zawsze tak, żeby ratujący nie byli ratowanymi. W tej pracy nie da się wszystkiego przewidzieć i na wiele rzeczy nie ma się wpływu. Kondycja jest wymagana, podobnie jak doświadczenie, które zdobywa się latami.

RH: Myślę, że najtrudniejsze dla mnie miały miejsce latem w Tatrach. Kiedy jest cieplej, moc silników jest dużo mniejsza, a wysokość staje się problemem. Wtedy bardzo trudno jest zrobić akcję ścianową śmigłowcem Mi-2, a na takim zaczynałem swoją karierę pilota śmigłowcowego, czyli taką, że śmigłowiec musi zawisnąć bardzo blisko skały, ratownik zjeżdża na linie, potem jest odebranie poszkodowanego na linie, śmigłowiec musi znowu podlecieć pod ścianę, zawisnąć nieruchomo, wyciągnąć tego ratownika z poszkodowanym i wrócić. To walka z żywiołem i z maszyną.

Nanga Parbat nazywana jest „zabójczą górą”, która pogrzebała ponad 60 osób. Dlaczego mimo wszystko wspinamy się na takie szczyty?

WW: Dlaczego? Bo są... – tak mówią himalaiści. Po prostu. Dlaczego jeździmy w rajdach czy skaczemy na bungee? Widocznie potrzeba nam czegoś więcej. A to więcej potrafi wciągnąć...


Piloci o akcji ratunkowej na Nanga Parbat

powiększ

powiększ

powiększ

powiększ

powiększ










STRONA GŁÓWNA  ::  ŚMIGŁOWIEC DLA BESKIDÓW   ::   STATUT  ::  UZASADNIENIE MEDYCZNE  ::   SPONSORZY  ::  KONTAKT

Copyright © 2005 Stowarzyszenie lotnictwa ratowniczego w Beskidach